Zacznę od tego, czemu ją przeczytałam.
Po pierwsze, autor to John Green, którego książki uwielbiam, po drugie z zanim ją kupiłam wiedziałam, że będzie o gejach.
Chyba każdy z nas ma taki swój rodzaj książek, które zawsze będą fajne, nieważne jaki gatunek będą reprezentować.
"Will Grayson, Will Grayson" jest opowieścią o dwóch młodych mężczyznach, kompletnie od siebie różnych, a jednak nazywających się tak samo, którzy spotykają się w miejscu, w którym żaden z nich nie przypuszczał, że się znajdzie.
Jednak na początku poznajemy obu Willów Graysonów i już wtedy możemy przypuścić co będzie dalej.
Powieść jest lekko przewidywalna, choć zakończenie powaliło mnie na kolana.
Nie chcę mówić zbyt dużo o samych bohaterach, bo wiem, że poznanie ich postaci przed przeczytaniem może bardzo zepsuć zabawę.
Czasem czułam niedosyt, bo pojawił się wątek, który odrobinę przypomniał mi "19 razy Katherine".
Nie umiem podać dokładnego powodu, czemu to się stało, ale wiem że w pewnym momencie chciałam po prostu więcej tego a niestety moje życzenia nie zostały wysłuchane.
Ulubiona postać? Zdecydowanie Kruchy Cooper.
Cytat? "naprawdę powinna istnieć zasada zabraniająca dyskusji o orientacji seksualnej faceta, kiedy on pracuje." i odrobinę poważniejsze "gdy coś się raz stłucze, nie da się tego z powrotem skleić. ponieważ gubią się gdzieś małe kawałeczki i krawędzie nie pasują do siebie, nawet gdyby chciały. cały kształt się zmienia."
O dziwo oba są od Davida Levithana.
Uwielbiam tę książkę i polecam każdemu, kto lubi czytać YA, o gejach ale w sposób nieobrzydzający.
Ocena: 8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz